Autor: Anna Klejzerowicz
Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka, 2012
Ilość stron: 263
Moja ocena: 5/6
Nie słyszałam wcześniej o Annie Klejzerowicz. Nie czytałam żadnej jej wcześniejszej powieści. Po książkę sięgnęłam bez większego przekonania w bibliotece. Ładna okładka, nieduża ilość stron, w miarę ciekawy opis książki, ot lekka lektura na piątkowe popołudnie. Wróciłam do domu. Zaparzyłam kawę. Chwyciłam książkę do ręki. Rozłożyłam się wygodnie na kanapie i nie wstałam z niej, aż nie skończyłam czytać. Jest to jedna z tych magicznych książek, od których człowiekowi trudno się oderwać. To piękna, wzruszająca powieść. Dla mnie "Czarownica" to bajka, jednak w nie dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale jak to w bajkach zazwyczaj bywa kończą się dobrze. Chociaż w tym przypadku, może nie do końca tak jakbyśmy tego oczekiwali...
Michał jest 40 letnim rozwodnikiem. Zwykły facet, lubiący spokój, przyrodę, książki i kameralny jazz. Współwłaściciel niedużej firmy komputerowej. Znajomi namawiają go na zakup ziemi w małej miejscowości. Szybko rezygnuje z miejskiego życia i stawia dom na wsi. Od pierwszej wizyty w okolicy intryguje go mieszkająca na skraju wsi samotna kobieta, którą miejscowi nazywają czarownicą. Nie jest to jednak typowa czarownica jaką możemy poznać w baśniach. Nie ma brodawek na nosie, nie uprawia magii, ani nie parzy w garnku dziwnych ziół. Ada jest doświadczoną przez los, rudowłosą, piegowatą kobietą, miłośniczką zwierząt. Michał i Ada szybko znajdują ze sobą wspólny język. Ich znajomość przeradza się w coś głębszego, a życie przypomina sielankę, aż do momentu gdy na ich drodze pojawia się sześcioletnia dziewczynka - Gosia. Poznanie jej na zawsze zmienia życie Michała i staje się przyczyną wielu dramatycznych wydarzeń... To ONA od tego momentu "gra w książce pierwsze skrzypce" i staje się najważniejszą postacią powieści.
To historia o życiu w zgodzie z naturą - także własną. To także historia o miłości w jej najbardziej uniwersalnym wymiarze.
Łezka w oku się kręciła kiedy czytałam tą książkę. Jest naprawdę wzruszająca. Bardzo polubiłam zamkniętą w sobie i smutną małą Małgosię. Chciałam ją przytulić. I razem z Michałem się nią zaopiekować. Natomiast postać Ady ze strony, na stronę coraz bardziej mnie irytowała. Nie wiem czy tylko ja tak znielubiłam tą bohaterkę, ale miałam nadzieję, że rozstanie się z Michałem i pójdzie w diabły.
Książka zakończyła się szczęśliwie, chociaż nie tak jak bym tego sobie życzyła ja, czy główny bohater Michał. Jednak to nie o jego szczęście tu chodziło, tylko o szczęście Gosi. To ona jest w tej książce najważniejsza. To ona tworzy w tej książce magię. I dla mnie wbrew pozorom tytułową Czarownicą nie jest Ada, tylko właśnie ta mała dziewczynka.
